Showing posts with label maska. Show all posts

o myciu twarzy. nie wypróbuję wszystkiego na sobie, więc dziękuję refinery29. ja wciąż się borykam. ograniczyłam się do oleju oczyszczającego z biochemii urody i płynu micelarnego. od czasu do czasu mask of magnaminty, delikatny piling. może muszę poszukać czegoś innego. uh, ciężkieżycie.

huhu! może i mam pustą lodówkę, ale za to sporo mądrości poprzyklejanych na karteczkach. lubię zbierać przepisy, których później nie wykorzystuję i dobre rady skądkolwiek. tego nigdy za wiele! pamiętam, jak się cieszyłam z kupionego w podstawówce kalendarza nastolatki. wszystkie rady przeczytałam już pierwszego dnia. tymczasem zachowały się (gdzieś w kuchni babci wynalazłam) kartki wyrwane z kalendarza ściennego (moment zrywania kolejnego dnia działa bardzo relaksująco!). jest 10 marca 2014, ale i 27 stycznia 2008 (księżyca przybywa) oraz 20 kwietnia 2009 (lekarz o 16:00). 


z działu zdrowie dowiemy się, że łamliwość włosów i paznokci często wywoływana jest zbyt niskim poziomem witaminy A (najlepsze źródła: tran, wątróbka, olej z wątroby dorsza, ale co mnie bardziej interesuje: marchew, natka pietruszki, szpinak, dynia, morele, mango...), przy wyczerpaniu pracą umysłową wieczorem dobrze jest wypić szklankę mocnego kakao, przy silnym bóli zębów ulgę przyniesie żucie goździków.

karteczka rady cioci zosi: aby pozbyć się kamienia, który osadził się wokół baterii, należy nasączyć octem  watę, ułożyć ją w zabrudzonych miejscach i pozostawić na kilka godzin. pleśń zbierającą się na silikonie uszczelniającym brzeg wanny usunie woda utleniona z dodatkiem octu...

a oto naturalne sposoby na ładny dekolt: mieszamy 3 łyżki soli z tłustą śmietaną. powstałą maseczkę nakładamy na dekolt, masujemy przez 2 minuty i spłukujemy zimną wodą. na cerę: mieszamy 2 łyżeczki sody oczyszczonej ze szklanką przegotowanej schłodzonej wody. takim roztworem nasączamy wacik i przemywamy cerę. soda oczyszczona ma bardzo silne działanie wysuszające, dlatego ważne jest zachowanie umiaru w stosowaniu!

a skoro jesteśmy w temacie domowych maseczek: 2 łyżki kurkumy rozrobić w odrobinie miodu z dodatkiem maślanki. trzymamy do 40 minut - uwaga, barwi!

powinnam być we lwowie. popijać kawę z miodem i cytryną na bambetli, obżerać się warynkami z kartoplą. lwów wygrywa w tym momencie z warszawą dzięki swojej ludności tymczasowej. oraz, niespodzianka! mają lusha! co prawda ceny są podobne, jak w każdym innym sklepie, no ale w polsce nie uświadczysz. chyba, że za przesyłką...


przy okazji noworocznych podróży zaszliśmy i tam. nie rozumiałam się za bardzo z panią ekspedientką, nie było specyfiku, na który liczyłam, ale nie wyszłam z pustymi rękoma. tak tam pachnie! no więc proszę, polecam: mask of magnaminty. przyjemnie ściąga, oczyszcza, sprawia wrażenie, że skóra mrozi się niczym mięta w drinku. przy okazji nie podrażnia, a goi - żadnych zaczerwienień! po 15 minutach zmywa się pastę z buzi, masując, co działa jak delikatny piling. skład tego mazidła? dobrocie: kaolin, miodek, olejek z mięty pieprzowej, olej z nasion wiesiołka, ba, nawet fasolka adzuki... stosuję dosyć rzadko, ale widzę efekty. oczywiście, jak to w lushu: składniki eko oraz naklejka, kto w ogóle robił (mieszał? pakował?) tę maskę. dziwne, ale okej. trochę im wierzę. 

Powered by Blogger.